Miejsce poza strachem i nadzieja

07. Cornolio - Nadzieja (prod. Ślimak) (Czerwiec 2019).

Anonim
W trudnych czasach potrzeba wysiłku, by pozostać w zgodzie z teraźniejszością, ale tylko tam, jak mówi Margaret Wheatley, znajdziemy miejsce, gdzie nie ma nadziei i strachu.

Nadzieja i strach pojawiły się w wiadomościach - i naszym doświadczeniu - dużo później. Przez lata patrzyliśmy, jak przyszłość znika pośród obezwładniających chmur strachu. Nagle znów ujrzeliśmy niebo, jasne z nadzieją i możliwością zmiany.

Wybory prezydenta Obamy zostały ogłoszone jako triumf nadziei nad lękiem. Ale od tego czasu światowe dylematy i strachy ponownie rzucają długie cienie. Nadal jesteśmy skonfrontowani ze złożonością naszych wzajemnie połączonych losów, opierając się rozwiązaniom. Nasze serca nadal są podważane przez okropne rzeczy, których ludzie nie powinni robić innym ludziom. Nasz zachodni światopogląd materialnej łatwości i niekończącego się postępu został wstrząśnięty. Niepowodzenia ekonomiczne pogorszyły życie nie tylko dla nas samych, ale i na całym świecie, wśród tych, którzy znali obfitość i tych, którzy znali tylko biedę.

Wielu z nas ciężko pracowało przez wiele lat, aby stworzyć lepszy świat. Pracowaliśmy dla świata, w którym więcej ludzi byłoby wolnych od cierpienia - fizycznego cierpienia ubóstwa, choroby i utraty oraz emocjonalnego cierpienia ignorancji, nieporozumień i niewidzialności. W tym czasie rozpalającej nadziei musimy również przyznać, że cierpienie wszędzie, zarówno materialne, jak i duchowe, wzrosło.

Dla mnie i większości moich kolegów, życie w dzisiejszych czasach to jazda kolejką górską między nadzieją a strachem, oscylując dziko pomiędzy co jest możliwe i co jest. Podobnie jak wszystkie koleje górski, ten jest zarówno porywający, jak i przerażający, często jednocześnie. Jesteśmy w pełni zaangażowani w bycie częścią tego rozwiązania, a potem pogrążamy się w rozpaczy ogromu wyzwań i lęku, że nasze wysiłki zawiodą.

A jednak taka dzika jazda między nadzieją a strachem jest nieunikniona. Strach jest konieczną konsekwencją ponownego odczuwania nadziei. W przeciwieństwie do naszego przekonania, że ​​nadzieja i strach są przeciwieństwami, w których jeden atakuje drugiego, są one pojedynczym pakietem, połączonym razem jako intymni, wieczni partnerzy. Nadzieja nigdy nie wchodzi do pokoju bez strachu u jego boku. Jeśli mam nadzieję coś osiągnąć, obawiam się, że mi się nie uda. Nie możesz mieć jednego bez drugiego.

Ci z nas wychowywani w zachodniej kulturze nigdy nie byli nauczani, że strach jest ceną nadziei. Przeciwnie, nie możemy sobie wyobrazić życia bez nadziei. Piekło, według Dantego, jest miejscem pozbawionym nadziei; ostrzegał chrześcijan, którzy zostali tam potępieni, aby porzucili wszelką nadzieję, wy, którzy tu przybyliście. " Hebrajscy prorocy ostrzegali, że bez wizji ludzie giną.

Nadzieja jest tym, co wpędza nas w czyn. Nauczono nas marzyć o lepszym świecie jako niezbędny pierwszy krok do stworzenia takiego świata. Tworzymy jasną wizję przyszłości, którą chcemy, a następnie ustalamy strategię, tworzymy plan i podejmujemy pracę. Strategicznie koncentrujemy się na robieniu tylko tych rzeczy, które mają duże prawdopodobieństwo sukcesu. Tak długo, jak długo będziemy utrzymywać nadzieję na życie " i ciężko pracujemy, nasze wysiłki stworzą świat, który chcemy. Jak moglibyśmy wykonywać naszą pracę, jeśli nie mielibyśmy nadziei, że odniosą sukces?

Zmotywowani nadzieją, ale skonfrontowani z porażką, popadamy w depresję i demoralizację. Życie staje się bez znaczenia; rozpaczamy, że zmieniamy rzeczy na lepsze. W tym czasie poznajemy cenę nadziei. Zamiast inspirować i motywować nas, nadzieja stała się ciężarem uciążliwym dla towarzysza, strachu przed upadkiem.

Musimy więc porzucić nadzieję, wszyscy, i dowiedzieć się, jak znaleźć miejsce poza nadzieją i strachem. " Jest to znane pojęcie w buddyzmie, ale mało znane w zachodnim myśleniu. Wyzwoleni z nadziei i strachu, możemy odkryć czystość i energię, ale podróż tam wymaga zachowań, których nie znamy lub których aktywnie unikaliśmy. Oto kilka oznak tej podróży, błogosławiona mądrość zebrana z doświadczeń tych, którzy wytrwali i utrzymali niezłomną ostrość, nawet gdy ich wysiłki przyniosły niewielkie lub żadne rezultaty.

Rudolf Bahro, wybitny niemiecki aktywista i ikonoklast, opisuje pierwszy krok: Kiedy umierają formy starej kultury, nowa kultura jest tworzona przez kilka osób, które nie boją się być niepewne. " Bahro oferuje niepewność jako cechę pozytywną, szczególnie niezbędną w czasach dezintegracji. Czy można jednak myśleć, że poczucie niepewności zwiększyłoby naszą zdolność do pozostawania w pracy nad tworzeniem czegoś nowego?

Nie wiem, co Bahro miał na myśli przez & ndo; brak bezpieczeństwa "; zauważyłem jednak, że ci, którzy znoszą, którzy mają wytrzymałość na dłuższą metę i stają się mądrzejsi w swoich działaniach w czasie, to ci, którzy nie są przywiązani do wyników. Nie szukają bezpieczeństwa w planach lub osiągnięciach. Wymieniają pewność na ciekawość, strach przed hojnością. Pogrążają się w problemie, traktują swoje próby jako eksperymenty i uczą się, jak idą. Ten rodzaj niepewności jest energetyzujący; ludzie angażują się w zastanawianie się, co działa, a nie muszą być w porządku lub martwią się, jak uniknąć porażki. Kiedy odkrywają coś, co działa ,pojawia się olbrzymi przypływ energii, któremu często towarzyszy śmiech.

Chęć poczucia niepewności jest zatem pierwszym krokiem w drodze poza nadzieję i strach. Prowadzi to do znacznie trudniejszego stanu: bezpodstawności. Jest to także podstawowa koncepcja w buddyzmie - wiedząc, że nic nie pozostaje takie samo, ucząc się żyć z nieubłaganą ciągłością zmian, zdając sobie sprawę, że nawet dobre rzeczy nie będą trwały wiecznie, przyjmując, że zmiana jest właśnie taka, jaka jest.

Życie teraz kładzie nacisk na to, że napotykamy bezpodstawność. Systemy i pomysły, które wydawały się niezawodne i solidne, rozpuszczają się coraz szybciej. Ludzie, którzy prosili nas o zaufanie, zdradzają lub porzucają nas. Strategie, które działały nagle, nie działają. Bezzasadność to przerażające miejsce, przynajmniej na początku, ale gdy stara kultura zamieni się w papkę, poczulibyśmy się silniejsi, gdybyśmy przestali szukać ziemi, gdybyśmy chcieli tylko znaleźć się w teraźniejszości i wykonywać naszą pracę od tutaj .

Cały strach (i nadzieja) powstaje z patrzenia wstecz lub do przodu. Obecna chwila jest jedynym miejscem jasnego widzenia niezmąconego przez nadzieję lub strach. Dziewiętnastowieczny mistrz tybetański, Patrul Rinpocze, stwierdził to doskonale: "Nie przedłużaj przeszłości, nie zapraszaj przyszłości, nie daj się zwieść pozorom, po prostu mieszkaj w obecnej świadomości." Oczywiście, próba bycia obecnym, gdy wszystko wokół ciebie upada, nie jest łatwe, ale wtedy nic nie jest teraz. Potrzeba ogromnego wysiłku i dyscypliny, abyśmy mogli powrócić do obecnej chwili, szczególnie, gdy widzimy, że decyzje podejmowane w teraźniejszości szkodzą ludziom lub będą mieć katastrofalne skutki w przyszłości. Jednak tylko w obecnej chwili, wolni od nadziei i lęku, otrzymujemy dar jasności i rozwiązania. Uwolnieni także od gniewu, agresji i nagłej potrzeby, jesteśmy w stanie wyraźnie zobaczyć sytuację, wziąć wszystko i odkryć, co robić. Ta jasność ujawnia "właściwe działanie" - te działania, które w danej chwili wydają się naprawdę odpowiednie, bez obawy o to, czy im się powiedzie, czy nie.

Vaclav Havel opisuje nadzieję jako atrybut, który zawsze nosimy w sobie, stan bycia nie zależy od wyników. Poprowadził swój naród, dawną Czechosłowację, do wolności od sowieckich rządów w "aksamitnej rewolucji". " Jako przywódca-poeta-dramatopisarz dał światu szeroki wybór i fascynujący wgląd. Oto jego opis nadziei: "Nadzieja to wymiar duszy… orientacja ducha, ukierunkowanie serca. Przekracza on świat, który jest od razu doświadczany i jest zakotwiczony gdzieś poza jego horyzontami… Nie jest to przekonanie, że coś się dobrze ułoży, ale pewność, że coś ma sens bez względu na to, jak się okazuje.

Nadzieja jest niezwiązane z realizacją. Jest to po prostu wymiar bycia człowiekiem. Aby poczuć nadzieję, nie musimy osiągnąćniczego. Nadzieja zawsze tam jest, w naszej istocie, naszych ludzkich duchach, naszej podstawowej ludzkiej dobroci.

Jeśli wiemy, że mamy nadziei, o wiele łatwiej jest przestać być zaślepionym lub uwiedzionym przez obiecujące perspektywy. Zamiast chwytać się działań, które tak desperacko chcemy odnieść sukces, widzimy jasno i prosto, co robić. Uziemieni tylko w tym, kim jesteśmy, odkrywamy te działania, które dobrze się czują, a nie te, które mogą lub nie mogą być skuteczne. Być może nie uda nam się zmienić rzeczy, ale zdecydujemy się działać z klarownością, że jest to właściwe działanie dla nas. Ludzie, którzy znoszą i wytrwają z powodu swojej sprawy, opisują jasność jako siłę powstającą w nich, która zmusza ich do działania. Wyrażają to, mówiąc: "Nie mogłem niezrobić tego."

Thomas Merton, słynny mistyk chrześcijański, radził sobie rozpaczliwego przyjaciela: & bdquo; Nie polegaj na nadziei na wyniki… możesz mieć do czynienia z faktem, że twoja praca będzie najwyraźniej bezwartościowa, a nawet nie osiągnie żadnego rezultatu, jeśli nie rezultatów przeciwnych do tego, czego oczekujesz. Kiedy przyzwyczaisz się do tego pomysłu, zaczynasz coraz bardziej koncentrować się nie na wynikach, ale na wartości, prawości, prawdzie samego dzieła… stopniowo walczysz coraz mniej o ideę i coraz więcej dla konkretni ludzie… Ostatecznie, rzeczywistość osobistej relacji ratuje wszystko.

Rada Mertona jest całkowicie sprzeczna z obecnym coachingiem kariery. Nie martw się, mówi, że nasza praca będzie bezwartościowa, nie osiągnie żadnych rezultatów, a może nawet stworzy wyniki sprzeczne z tym, czego chcemy.

Wiele lat temu poważnie potraktowałem Mertona i porzuciłem wszelką nadzieję na ocalenie świata.To było dla mnie niezwykle bolesne, trudniejsze niż uwolnienie się od związku miłosnego. Czułem, że zdradziłem swoje przyczyny, skazując świat na straszny koniec. Niektórzy z moich kolegów byli krytyczni, nawet przerażeni moją decyzją. Jak mogłem być nieodpowiedzialny? Jeśli zrezygnujemy z ratowania świata, co się stanie? Do dzisiaj mam wielu umiłowanych kolegów, którzy odmawiają rezygnacji ze zbawienia. Po raz kolejny zmuszają swoje słabe duchy i zmęczone ciała do działania jeszcze raz, chcąc, by gniewna gwałtowność dała im siłę.

Nie poddałem się, ratując świat, aby chronić moje zdrowie. Poddałem go, aby odkryć właściwe działanie, co powinienem robić. Poza nadzieją i strachem, uwolnionymi od sukcesu lub porażki, uczę się, jak działa właściwe działanie, jego klarowność i energia. Nadal jestem zły, wściekły i sfrustrowany. Ale nie chcę, aby moje działania były napędzane przez te potężne, niszczycielskie emocje. Nauczyłem się zatrzymywać, wracać do chwili obecnej i uspokoić się. Nie podejmuję żadnych działań, dopóki nie mogę zaufać mojemu wewnętrznemu stanowi - dopóki nie stanę się obecny w tej chwili, a jasność wynurza się z nadziei i strachu. Mam nadzieję, że postępuję słusznie.

Merton mówił prawdę. To nie ma znaczenia. To ludzie, nasze związki, nadają znaczenie naszym zmaganiom. Jeśli uwolnimy się od nadziei i strachu, od osiągnięcia sukcesu, odkrywamy, że łatwiej jest kochać. Zatrzymujemy kozła ofiarnego, przestajemy obwiniać i przestajemy się nawzajem rozczarowywać. Zdajemy sobie sprawę, że naprawdę jesteśmy w tym razem i tylko to się liczy.

Wiem, że to prawda z mojej pracy, poprzez Instytut Berkana, z kolegami w bardzo zdesperowanych miejscach. Zimbabwe był najbardziej fascynującym nauczycielem - obserwującym naszych przyjaciół i współpracowników, którzy radzą sobie ze zstąpieniem ich kraju do przemocy, terroru i głodu, w wyniku oszalałego dyktatora. Byliśmy w bliskim kontakcie za pośrednictwem poczty e-mail, telefonu i okresowych wizyt. Dowiedzieliśmy się, że bez względu na to, jak rozpaczają okoliczności, nasze relacje oferują nam pociechę, przewodnictwo i radość. Dopóki jesteśmy razem, dopóki czujemy, że inni nas wspierają, możemy wytrwać. Zimbabwe, w jej najciemniejszej chwili, napisało: "W moim żalu widziałem siebie samego, trzymając się nawzajem w tej niesamowitej sieci miłosiernej dobroci. Smutek i miłość w tym samym miejscu. Czułem się tak, jakby moje serce pękło z trzymaniem tego wszystkiego.

Thomas Merton miał rację. Jesteśmy pocieszeni i wzmocnieni przez bycie razem. Nie potrzebujemy konkretnych wyników. Nie potrzebujemy nadziei. Potrzebujemy siebie nawzajem.

Wyzwoleni z nadziei i strachu, otrzymujemy dar cierpliwości. Porzucamy dążenie do skuteczności i patrzymy, jak zanika nasza cierpliwość i pojawia się cierpliwość. Cierpliwość jest być może celem tej podróży. Święty Augustyn nauczał tej wkurzającej prawdy: nagrodą za cierpliwość jest cierpliwość. " Wiele lat temu Dalaj Lama doradzał grupie moich kolegów, którzy cierpieli na depresję w związku ze stanem świata. Nie rozpaczaj, " powiedział. Twoja praca zaowocuje w ciągu 700 lat. "

Czy możemy wykonywać naszą pracę bez potrzeby uzyskiwania rezultatów? Czy możemy być zadowoleni, że nasza praca możeprzynieść owoce, ale nie w naszym życiu? Czy możemy beztrosko sadzić nasiona, nie troszcząc się o plony? Rozważcie wizjonerskie przywództwo Mojżesza i Abrahama. Złożyli obietnice dane im przez Boga, ale wiedzieli również, że nie dożyją, aby wypełnić te obietnice. Prowadzili oni z wiary, a nie nadziei, związek z czymś, co przekracza ich zrozumienie. T.S. Eliot opisuje to lepiej niż ktokolwiek, w & bdquo; Four Quartets ":

Powiedziałem mojej duszy, nie ruszam się i czekam bez nadziei

Gdyż nadzieja byłaby nadzieją na niewłaściwą rzecz; czekajcie bez miłości,

Dla miłości byłoby miłością niewłaściwej rzeczy; jest jeszcze wiara

Ale wiara, miłość i nadzieja są w oczekiwaniu.

Moje serce trzyma obraz nas, wędrując w ten sposób przez ten czas rozpadu i odrodzenia. Niepewni, nieuzasadni, cierpliwi, ponad nadzieją i strachem. I razem.