Jak docenić szacunek do śniegu

How to Benefit From the Wisdom of Crystals - Kiesha Crowther (Czerwiec 2019).

Anonim
Praktykujący jogę Alison Wearing odkrywa jak docenić ten moment, nawet na wielkiej białej północy.

Nie ma nic bardziej oczywistego, " mój ojczym powiedział mi pewnej nocy po obiedzie, gdy kawałki sałaty zwiędły na jego talerzu, a rak wkradł się przez jego szpik. Kiedy jesteś zdrowy, nie zastanawiasz się przez chwilę. Po prostu spędzasz cały swój czas, pracując nad wszystkimi innymi rzeczami, " roześmiał się, a szybki uśmiech przełamał sztywność jego twarzy. Nie, to nie był uśmiech, chociaż miał tam zęby. Patrzył na swój talerz, na kawałki zielonego jedzenia, które miał nadzieję go przywrócić, i wyszeptał: "Wszystko, co możesz zrobić bez, ale jeśli nie masz zdrowia, nie masz nic."

Kilka tygodni później moja matka i ja znaleźliśmy go zwiniętego na dywanie, jego twarz była gładka i niebieska z zimną krwią. Kiedy go podnieśliśmy, wypuścił powietrze. Lub tak myśleliśmy. To był jego ostatni oddech, uwięziony, póki nasze zamieszanie go nie uwolniło, westchnienie, które było ostatnim z jego ucieczki.

Tej nocy śniłem, że mój ojczym miał ceramiczną twarz, która uśmiechała się, aż opadła w odłamkach, aż wszystko, co zostało była promienna radość - coś między światłem a piosenką.

Dziś rano, po latach, czuję, jak ta lekka pieśń napływa do mnie, kiedy oddycham, i poświęcę chwilę, by uczcić słowa mojego ojczyma i przypadkowy cud mojego zdrowia. Nie zastanawiam się jeszcze nad miękką mocą w moim brzuchu i życiem w kościach; Daję to po raz pierwszy.

Stamtąd przenoszę się na poduszkę, ekstrawagancję puchową, prezent z ostatnich świąt. Tak obfita miękkość, na szczęście mam tam uszy i głowę i szyję. Podnoszę stopy, ciepłe od poprzedniej nocy z butelki z gorącą wodą, tego samego, którego używałem jako dziecko, kiedy nerwy szkolne zamieniły mój żołądek w węże i uspokoił mnie ciężar jego ciepła. Moje palce sięgają po ostatnie ślady gorąca i cieszę się z tego małego uczucia, zanim zwróciłem moją uwagę na łóżko, które ponownie mieści moje ciało. Patrzę na to - dzięki, na łóżku - a potem przeczołgam palcami po meksykańskiej wełnie na moje ciało, szczególnie smaczne dziś rano, kiedy termometr czyta dwadzieścia stopni na zewnątrz i ma kruchy czterdzieści dwa stopnie w pomieszczeniu. Ogień musiał skręcić się w popiół podczas nocy, ja zaś jaśniałem między wełną, wodą, piórami i snami.

Mógłbym narzekać.

Do niedawna obudziłem się w bugenwilli i śpiew ptaków, niezawodność gorącego światła słonecznego podnoszenie nad sąsiednimi górami. Przez pięć wspaniałych lat, Meksyk wyganiał mnie z łóżka obietnicą papai i mango, świeżo palonej kawy z ogrodu przyjaciela, kremowych dojrzałych awokado i sera. Był szelest bananowców o kraciastych liściach i uwodzenie kwiatów w każdym możliwym do wyobrażenia kolorze - fuksja, magenta, cynobrowy, lazurowy. Była to kultura bardziej skłonna do tańca niż depresja.

Niedawno wróciliśmy do wiejskiego Ontario, do śniegu i zimna i nieśmiałego, niechętnego słońca. Tu są nagie drzewa i nowy kolor, jego szare odmiany są wszędzie. Jest cisza - bezruch lodu i długa, roczna śmierć. I są ludzie mniej skłonni do spontanicznych fiest, niż do domu, zamykania drzwi i przebywania tam.

To była zmiana, ten ruch na wschodni brzeg Jeziora Huron, sto pięćdziesiąt mil na północny zachód od Toronto. Odkąd tu przybyłem, moje słownictwo wzrosło dzięki dwóm złożonym słowom: pierwszy to "burza", " przymiotnik, który opisuje stan niezdolności do wyjścia z powodu nadmiernych opadów śniegu, które są długotrwałe, są częstym zjawiskiem w tym obszarze. Nauczyciel mojego syna pewnego razu poszedł do domu przyjaciela na kolację i był tam przez sześć dni.

Drugie wyrażenie jest używane, gdy nagromadzenie śniegu na środku drogi jest tak wysokie, że ciało samochodu zostaje zawieszone, jego koła wirują bezowocnie ponad koleinami po obu stronach. Ona jest na brzuchu, " ona jest, a kierowca prawdopodobnie przeżył burzę - jeden warunek użyczający sobie całkiem naturalnie drugiego. To urocze z językowego punktu obserwacyjnego i raczej mniej osobliwe, gdy jest dwadzieścia poniżej, wiatr szaleje na zewnątrz samochodu, nie ma odbioru telefonicznego, nikt nie przejeżdżał w więcej niż godzinę, a pobliski dom to raczej nadzieja niż pewności.

Mam prawo narzekać, powiedzą mi ci, którzy widzą walkę z moim przejściem. I robię to przez chwilę, kuląc się przy pogodzie i kolosalnym, bezosobowym sklepie spożywczym, który zastąpił mój wiejski rynek meksykański, z kolorowymi workami przypraw i chilli, wulkanami świeżych owoców i warzyw, jego starożytnymi kobietami z długimi, szarymi plecionki sprzedające jajka, dzikie jagody i kwiaty z ich ogrodów. Krótko po powrocie do Kanady odwiedziłem mój nowy, północny supermarket i pośrodku nawy dziesięciu, ten poświęcony w całości tysiącom krewnych ziemniaka i jego kuzyna, gazowany napój, położyłem czoło na uchwycie moich zakupów wóz i krótko płakał.

Mógłbym iść dalej.

Ale ja też mam prawo być szczęśliwym, jak zauważyła moja matka pewnego dnia przez telefon. Po co narzekać, kiedy możesz docenić wszystko, co masz? " - zapytała po prostu.

Otworzyłem usta, aby się kłócić, ale nic nie wyszło.

Następnego ranka zacząłem od zdrowia, zamykając oczy i tonąc w luksusie. Błogi puls życia jestem tak uprzywilejowany, aby wcielić się w życie. Łaskotanie powietrza wchodzącego do tunelu moich nozdrzy i wlewające się w moją klatkę piersiową. Lekka pieśń śpiewająca w mojej komórce. Potem moja poduszka - szczęśliwa głowa. Moja butelka na ciepłą wodę - wdzięczne palce. Koc z kolorowego ciepła wokół mojego ciała.

Gracias .

Zsuwam się z łóżka, zakładam sweter i tulę miękką szytą skórę wokół moich stóp. Błogosławione mokasyny trzymają mnie ponad chłodem podłogi, gdy przechodzę na palcach obok dwóch chłopców śpiących w sąsiednim pokoju i uśmiecham się na prezent ich obecności. Kucam przed piecem na drewno, montuję mały stos rozpałki nad kędziorem kory brzozy i sięgam po zapałki - uderzając w kolejny cud: ogień w pudełku. Dostęp do życiodajnego ciepła jednym nędznym ruchem nadgarstka.

Dodaję kilka długości pokrojonego drewna, zadowolone, że w niecałą godzinę dom znów będzie ciepły. W międzyczasie wsuwam się w śnieżne spodnie i sięgam po moje buty, przypominające astronautę gruchoty, które sięgają mi do kolan. Wciągam płaszcz, a na koniec dodaję mitenki tak przytulne, że są jak małe kołdry. Odczuwam palce przez chwilę, żeby poruszyć się wokół ich miękkiego otoczenia, zanim wyruszę na zewnątrz.

Powietrze jest tak zimne, że uderza mnie w twarz, natychmiast podnosząc moją energię. Słucham, jak moje serce nabiera tempa, czuję to w moich uszach, determinację, by utrzymać mnie przy życiu. Odwracam się, widzę rzadki widok w tych częściach: słońce. Dzisiaj na horyzoncie pojawia się gęsty żółtek światła, a niebo jest meksykańskim błękitem ceramicznym.

Wdycham, wyciągam rękę i dotykam końcówek moich rękawiczek. Wydychając, przyciągam kawałek nieba do mojego serca. Wdychając, wracam do inwokacji elastyczności, nieustraszoności, chęci pochylenia się w stronę tego, czego nie widzę. Wydychając, pochylam się, aby dotknąć ziemi. Jedno buta leci za mną i wpycham się w pozycje zwinności i siły, słońce ogrzewa moje zęby, kiedy się uśmiecham. Śnieg ściska moje nadgarstki. Podnoszę się i rzucam, stoję i sięgam, moje dłonie zbierają się w pozycji modlitewnej i powoli, do mojego serca. & bdquo; Snowga, " mój partner nazywa ten nowy nawyk: joga na śniegu.

Często wybucham śmiechem, zwłaszcza gdy przychodzą mi na myśl obrazy ludzi robiących asany na tropikalnych plażach, ale traktuję tę praktykę poważnie. Ta praktyka postrzegania słuszności we wszystkim, zamiast zerowania na coś, co wydaje się błędne. Podziękając przeziębieniu za to, że mnie obudziłem, zamiast skrzywdzić z powodu dyskomfortu. Podziwiać piękno płatków śniegu i burz. Doceniając własny cudowny oddech i życzliwość nieznajomego, który & bdquo; un-brzuch-wisi " mój samochód. Jest to praktyka, która zachęca do szczęścia.

Kiedy już to zrozumiem, dodam jeszcze jeden krok do praktyki: całkowite zrzucenie etykiet i po prostu pozwolenie, aby rzeczy były takie, jakie są. Żadne & bdquo; right " nor & bdquo; piękny " nor & bdqued; cholernie zimno. " Tak jak jest - ta chwila, to życie.

Mój oddech wydycha poza moje usta. Z komina unosi się spirala dymu. Kłaniam się mojemu zdrowiu. Do mojego ojczyma. Do dzisiaj. W oddali rodzina jeleni przeskakuje po horyzoncie, anioły z antlered przesuwają chmurę.

Kłaniam się im i wchodzę do środka.

Nadszedł czas, by posiekać drewno i stopić śnieg na herbatę.

Ilustracja Kim Rosen