W jaki sposób współczucie daje nam stabilność do podjęcia mądrego działania

Biblical Series V: Cain and Abel: The Hostile Brothers (Czerwiec 2019).

Anonim
Punkt widzenia Podcast Odcinek 5: rozmowa z Frankiem Ostaseskim na temat znalezienia wewnętrznych zasobów, aby sprostać niemożliwym w nadzwyczajny sposób.

Barry:Hello każdy. Jestem Barry Boyce, redaktor naczelny magazine i,a to jest podcast Point of View. Jesteśmy dziś z moim bardzo dobrym przyjacielem, Frankiem Ostaseskim, który w 1987 r. Był współzałożycielem Hospicjum Zen w San Francisco, a następnie w 2005 r. Był współzałożycielem Instytutu Metta. I właśnie wyszedł z książką opisującą jego pracę z ludźmi, którzy umierają. Nazywa się Pięciu zaproszeniami, odkrywając, co śmierć może nas nauczyć o życiu w pełni . A Frank jest tutaj dzisiaj, aby porozmawiać o tym, czego nauczył się od swojej pracy. I chciałbym zacząć, Frank, pytając cię, jak zacząłeś w tej pracy.

Frank:Wiesz, myślę, że to była długa i kręta droga, która mnie tu sprowadziła, i prawdopodobnie prawda jest taka, że ​​jesteśmy wezwani do tej pracy. Wiesz, to nie jest coś, co wybieramy na egzaminie z zestawu do nauki w szkole średniej. Moja własna matka zmarła, gdy byłem dość młody, około 16 lat, a mój tata kilka lat później. To dało mi wczesny związek ze śmiercią. Później pracowałem w obozach dla uchodźców w południowym Meksyku, uchodźcy uciekający z Ameryki Środkowej. Buddyzm i badanie nietrwałości były dla mnie wczesnym wpływem. A potem epidemia AIDS w San Francisco i 30 000 ludzi umarło z powodu tej choroby - 30 000 ludzi w samej Zatoce. A więc, w takim razie, wycinam zęby, jeśli o to chodzi, troszcząc się o ludzi. Nie mieliśmy pojęcia, co robimy. Robiliśmy to, kiedy szliśmy. Wiesz, w tamtych czasach nie było żadnych usług. Tak więc byłem z wczesnymi respondentami na linii frontu tej epidemii. A więc wszystkie te czynniki wciągnęły mnie w tę pracę. Ale moje życie zawsze miało strumień usług, chociaż, jak wiesz, współczucie i działanie zawsze stanowiły centralny punkt mojego życia.

Barry:Co trzymało cię w tym praca? Chodzi mi o ludzi, którzy pracują w tych trudnych sytuacjach, w których widzą ten rodzaj bólu, który na powierzchni sprawia, że ​​nie możemy tego znieść. W twojej książce mówisz o śmierci syna umierającego na AIDS - czy możesz opowiedzieć nam trochę o tej historii?

Frank:W Hospicjum Zen, zaczęliśmy od pracy z ludźmi, którzy żyli na marginesie społeczeństwa, ludzi, którzy mieszkali na ulicach. I nie ufali zbytnio. A więc, gdybym im pomógł, przede wszystkim musiałem jasno powiedzieć o mojej intencji i prawdziwej - wiesz, że chcieli autentycznego związku. Więc tak, pracuję z ludźmi, którzy nic nie mają - zmieniam pieluchy i ławki parkowe za ratuszem. Ale ja też pracuję z ludźmi o ogromnej władzy politycznej i świetnym ubezpieczeniu zdrowotnym i nienaruszonymi rodzinami.

Nie możemy trzymać bólu drugiej osoby. Nie możemy tego w ten sposób przyjąć. To nie jest nasze. Możemy być z tym empatyczni. Możemy z miłością na to odpowiedzieć, ale musimy pozwolić, żeby się przez nas przeprowadziła.

Ale byli też ludzie tacy jak wietnamski facet, który słuchał duchów, a Izajasz jego współlokator, który był bardzo pocieszony wizytami swojej zmarłej matki. A potem była ta rodzina, o której pan mówił, mężczyzna, z którym pracowałam, był chorym na hemofilię i zarażał się HIV poprzez transfuzję krwi. Ale rok wcześniej wyrzekł się swojego homoseksualnego syna, któremu również zdiagnozowano AIDS. A teraz oboje byli w dwóch łóżkach w jednym pokoju, pod opieką Agnieszki, żony męża i matki syna. I, wiesz, to było niesamowicie trudne, wymagające i poruszające, również piękne. Rzecz w tym, że nawet w naprawdę trudnych sytuacjach, w sytuacjach takich jak te, które opisuję, są chwile wielkiej urody, są momenty wielkiej czułości, w których ludzie pojawiają się i rozkwitają, lub gdzie współczucie objawia się w sposób, który nie mogłem sobie wyobrazić. I to jest część tego, co mnie podtrzymuje.

Ale także, lata temu byłem mentorem Kübler-Ross, mieszkałem z Küblerem-Rossem. Przywiozła mnie na swoje warsztaty, a ja siedziałem na ich tyłach, w tamtych czasach warsztaty były w większości ludźmi, którzy umierają lub cierpią z powodu wielkiej straty. I tak usiądzie mi na tyłach pokoju, a ja będę wykonywał tę praktykę na zapleczu pokoju, w pewien sposób, pomyślałem, pomagając w pokoju, ale tak naprawdę to był tylko sposób, żeby się ochronić. Był to dla mnie sposób, by cierpieć na wyciągnięcie ręki. Pewnej nocy opuściłem jedno z tych warsztatów. Zszedłem ścieżką z powrotem do mojego pokoju i po prostu upadłem na kolana i zacząłem płakać. I po prostu płakałem. I Elizabeth przyszła, wiesz, z papierosem i filiżanką kawy, a ona pochyliła się do mnie i powiedziała: Och, próbowaliście nieść ich ból. Próbowałeś utrzymać ich ból. Nie możesz tego zrobić. Musicie pozwolić, by ich ból przeszedł przez was.

I to było naprawdę wielkie nauczanie i zrozumienie dla mnie, które podtrzymywało mnie do końca mojej pracy, przez ostatnie 30 lat. Nie możemy powstrzymać bólu drugiej osoby. Nie możemy tego w ten sposób przyjąć. To nie jest nasze. Możemy być z tym empatyczni. Możemy z miłością na to odpowiedzieć, ale musimy pozwolić, aby się przez nas przeprowadziła.

Barry:Czy szanujesz to rozróżnienie, wiesz, ludzie mówią, że jest zmęczenie współczuciem, ale często mówią teraz, że to jest Naprawdę możesz mieć zmęczenie empatią.

Frank:Tak, myślę, że zaplątaliśmy się w tym języku, ale myślę, że ludzie są empatycznie przeładowani. Wiesz, czujemy się z drugą osobą i czujemy, że tak bardzo się z nią łączymy. A potem jest jak dwóch przygnębionych ludzi po studni bez drabiny - Wiesz, że bardzo mu pomagasz. Musisz więc być w stanie pozostać we własnym miejscu. Musisz wiedzieć, że jestem tutaj, a ty jesteś tam i istnieje wspólna podstawa naszego cierpienia, ale to twoje cierpienie i jeśli się w nim zagubię, nie będę w stanie ci pomóc. Współczucie jest rodzajem stabilności, która pozwala mi używać empatii jako pomostu, ale potem podejmować umiejętne i mądre działania.

Posłuchaj pełnego podkastu, by usłyszeć rozmowę Barry'ego i Franka:

  • Prosta siła ludzkości obecność.
  • Jak wejść do pokoju, w którym ktoś umiera z otwartym, chłonnym umysłem
  • Znaczenie budowania relacji ze swoim strachem, bólem i żalem.
  • Dlaczego śmierć jest w szpiku każdego moment.
  • Jak refleksja nad śmiercią jest w rzeczywistości odbiciem nieustannej zmiany, a kontemplacja nadchodzących spraw może budzić wzajemną życzliwość.

Dodatkowo, jedno z głównych nieporozumień dotyczących uważności i nie tylko. Posłuchaj:

Czytaj więcej: Idź w stronę tego, co boli

Aby głębiej przyjrzeć się temu, czego śmierć może nas nauczyć o życiu w pełni, Frank Ostaseski dzieli się swoimi doświadczeniami z dziesięcioleci z umierającymi ludźmi i tymi, którzy mają do czynienia ze śmiercią ukochani w Idź w stronę tego, co boli .

Jak dbać głęboko bez wypalenia

Punkt widzenia: kiedy podatność i trauma zderzają się