Czas córki

VLOG | Paczka dla mamy i córki | Nasz czas we czwórkę | Zabawy na placu zabaw (Czerwiec 2019).

Anonim
Czas dzieciństwa szybko się skończy, " mówi Rick Bass, autor Gdzie morze było . I robię, co mogę, żeby to zwolnić.

Po piętnastu latach słuchania, oglądania, wędrówki i polowania na tę piętnastoletnią młodość, nie mniej, zaczynamy się uczyć. Nigdy nie będziemy wiedzieć wystarczająco dużo, ani nawet ułamek tego, co chcielibyśmy, ale wiemy, gdzie są najsłodsze truskawki, na maleńkich, małych uliczkach i polanach nie większych niż dom, gdzie małe płaty miękkiego, przefiltrowanego, wilgotne światło spada z pośród starych, modrzewiowych lasów modrzewiowych, niewielkie polany, na których zające śnieżne zające pochodzą z tych starych lasów (pomimo protestów leśnych firmowych biologów, którzy mówią, że króliki - i ich główni drapieżcy, nie rysują żyj tam), aby skubać te nowe słodkie jagody w lipcu.

Pod koniec lipca lubimy próbować dostać się do niektórych z tych łat tuż przed legionami królików i wybrać mały kosz jagód. Dziewczęta mają malutki koszyk z lalkami (jagody nie są większe niż gałka gumki od ołówka, ale zawierają bardziej skoncentrowaną słodycz niż cały buszel megamioro napromienionych olbrzymów z supermarketu), a ponieważ jestem kolorowym ślepcem, Nie mogę znaleźć malutkich truskawek i muszę polegać na dziewczynach, które zbierają żniwo.

Oni są zachwyceni moją słabością, a także ich wyostrzoną wyższością i zachwycają się także, jako młodsi łowcy-zbieracze, zapewniając mnie. Wszyscy trzej mamy małe kosze - w przyciemnionym niebieskim świetle zmierzchu, absolutnie nie mogę znaleźć ani jednego - i od czasu do czasu dziewczyny litują się i podchodzą do miejsca, gdzie leżą na moich rękach i kolanach, szukając i wrzućcie kilka do mojego kosza.

A jak to się ma w zwyczaju, jedzą o wiele więcej, niż wybierają, nawet nie tak naprawdę zbieracze myśliwych, ale bardziej jak dzikie zwierzęta, ucztujące w tej chwili, pozwalające swoim ciałom gromadzić zapasy, raczej niż słoiki czy szafki - w tym momencie dziewczęta bardziej stanowią część lasu - a do czasu, kiedy jest zbyt ciemno, aby dobrze widzieć, i musimy iść z powrotem w kierunku naszej ciężarówki, koszyki mają ledwo wystarczającą ilość truskawek wpaść do naszego naleśnika na następny ranek: ale będą to niezapomniane naleśniki, i to wystarczy.

Kiedy docieramy do ciężarówki, przyjeżdżają przyjaciele, którzy zatrzymują się na chwilę w Zmierzch, a stary wartownik jest tak ogromny wokół nas. Dzieci naszych przyjaciół są już dorosłe i wspominają o zbieraniu truskawek ze swoimi dziećmi, gdy były w wieku Mary Katherine i Lowry.

Ciągle mówią mi, co wszyscy mówili od dnia, w którym urodziła się każda z dziewcząt- o tym, jak szybko leci czas - i zgadzam się, i dziękuję im za ich rady. Ciągle patrzą na małe koszyczki z owocami i uśmiechają się, powtarzając to samo w trakcie leniwej rozmowy - a jednak nie wiem, co zrobić z tą prawdą, ten nieuchronny lot, poza wyjściem w plamy światła rozproszone tu i tam wzdłuż krawędzi starego lasu i zbieranie truskawek z nimi wieczorem, tak jak my. I chociaż jestem bardzo wdzięczny za radę, zastanawiam się też często, czy to, czas dzieciństwa, czasami nie przechodzi szybciej dla rodzica, biorąc pod uwagę szybkość jego przejścia, w przeciwieństwie do śpiącego, mniej uważna, mniej niepokojąca świadomość tego przejścia i jego niemal nieubłagane tempo.

Tak czy inaczej, to pójdzie szybko. Wiem, że robię, co mogę, żeby zwolnić. Czytać im wieczorami; gotowanie z nimi; zabieranie ich na wędrówki, pływanie w górskich jeziorach.

Każda czynność, którą wykonuję z nimi, mogłaby odbywać się szybciej i bardziej efektywnie, ale dopiero niedawno zrozumiałem, że im wolniej i bardziej nieefektywnie robimy te rzeczy, tym większy jest moim zyskiem, naszym zyskiem; im szybciej ten galopujący odcinek czasu mija. Poświęcenie trzech godzin na ustalenie pojedynczego, prostego posiłku jest zwycięstwem. Wracając z dwóch godzin w lesie, z pozostałymi tuzinem truskawek to triumf. Chaos i chaotyczność mogą być sojusznikami w moich celach spędzania z nimi jak najwięcej czasu. Jeśli tylko będę oglądać i słuchać, pokażą mi - przez jakiś czas - jak zwolnić czas: pouczając mnie w sposób, którego nigdy nie mogłem nauczyć się z troskliwej rady moich przyjaciół.

Mimo to dobrze jest to usłyszeć, nawet jeśli jest słodko-gorzki. Wiem, że się z nimi nie kłócę, ani nie zaprzeczam. Wiem, albo myślę, że wiem, dźwięk prawdy, i wspaniale jest mieć ich poparcie w tej sprawie.

Mówimy o naszych spokojnych pożegnaniach i wspólnocie w zapadającym zmierzchu, który szybko zamienia się w ciemność,więc musimy włączyć światła, podróżując w dół po drodze przez stary las. W drodze do domu dziewczęta zjadały każdą z ostatnich jagód, jeśli im pozwolę - przejadałyby przez ostatnie z naszych zapasów zaledwie minutę lub dwie - i tak położyłem małe kosze ze słomy w kabinie ciężarówki, tuż poza zasięgiem.

Kilka dni później, po popołudniu spędzonym nad wodospadem, idziemy żwirową drogą, znowu o zmroku, i znowu dziewczyny znajdują małe dzikie truskawki. Jest 27 lipca: upalne dni, zimne noce. Do ciężarówki jest kilka kilometrów, a dziewczyny biegają na przemian, biegnąc i idąc powoli; i znowu próbuję odprężyć się i uwolnić, i oddać się temu, co wydaje mi się nieregularną, wręcz nieodgadnioną logiką ich tempa, ich pozornie błędnych postojów i startów. Rozciągając ich wolność, a potem wracają.

Przez jakiś czas biegają przez chwilę, a potem powoli na spacer. Lowry zatrzymuje się w jednym punkcie i długo patrzy w niebo.

" Co robisz? " Pytam.

& bdquo; Słuchanie liści, " ona mówi. I ma rację: tuż nad głośniejszym szumem pędzącego potoku, suszące się liście nadrzecznego gąszczu lekko grzechotają i brzmią zupełnie inaczej, jak w przypadku suszarki-jesiennej. Ona ma cztery lata! Bardzo mi się to podoba, tak że nawet nic nie mówię, poza delikatną zbieżnością.

Dalej droga zatrzymuje się i ogłasza, & bdquo; Tu ładnie pachnie. " Mówi o zapachu storczyków bagiennych, które są intensywnie pachnące - niemal przytłaczająco, tak jak tanie perfumy - i obie dziewczyny wychodzą na storczyki, żeby je lepiej pachnieć. Lowry mówi nam, że oni "pachną lepiej niż szampon ze srebrną czapką".

Biegną na krótką odległość, a ja wlokę się za nimi, aby zapewnić im bezpieczeństwo, a jednocześnie chronić ich w kraju lwa. - i znowu się zatrzymują. A kiedy pytam, co robią tym razem, Low mówi cicho, jakby z krainy snów, Słuchając wody.

Oboje stoją tam, wpatrując się w polanę poniżej w przyciemnionym świetle, zahipnotyzowany, jak się wydaje, przez samą strukturę krajobrazu, powiązanie wszystkich tych różnych gatunków i rozmiarów drzew: zdaję sobie sprawę z cudownym słodko-gorzkim posmakiem, że naprawdę nie mam pojęcia, co z nich myśli lub czuje,tylko że są całkowicie zawieszeni w interesie bycia dziećmi - że są w miejscu, w którym chcę, aby były, a jednak nie mogę tam jechać. Chociaż myślę o tym, jak zupełnie nieświadomie jestem w momencie mojej dorosłej obecności, Low odwraca wzrok od gór i mówi mi, że myśli, że stoję zbyt blisko krawędzi drogi i strome zbocze prowadzące w dół do rzeki.

& bdquo; Nie ześlizguj się tam, " mówi, biorąc mnie za rękę. Nie chcę cię stracić. "

Wracamy do naszej podróży. Nie za daleko od miejsca, w którym zaparkowaliśmy, spotykamy martwego podwiązkę węża na drodze, ogłuszoną, ale nietkniętą. Dziewczyny są zafascynowane, oczywiście, instynktownym, archetypowym lękiem przed wężami i archetypem śmierci, i badają węża, okaz, jak mało naukowcy, delikatnie poruszając kijem - wciąż wygląda żywy - i Lowry posypuje trochę pyłu na głowę, jak w jakimś pogańskim rytuale.

Przekazujemy, chociaż jest cicho aż do ciężarówki, a kiedy pytam ją, co się stało, jakieś piętnaście minut później, Mówi: "To mnie denerwuje, kiedy coś umiera."

Co wiem o dziewczynach, czy cokolwiek? Czy mały chłopiec - taki chłopiec jak ja - nie nakręciłby martwego węża wokół jego nadgarstka, aby nosić go jako bransoletkę, amulet lub rzucić go na swoją siostrę?

Wszystko, co mogę zrobić, to często oglądać i słuchać. Często czuję się tak, jakbym kroczył za nimi, obserwując, słuchając i ucząc się innych rytmów, zamiast bycia z przodu, jak gdyby dla nich, jak zawsze zakładałem, byłbym dla nich rodzicem.

Znowu i znowu obserwowanie, jak dziewczyny patrzą na ten krajobraz - lub cokolwiek innego, z tego względu - pomaga mi dostrzec to wszystko pełniej, i na nowe sposoby, czy na dłoniach i kolanach na poziomie gruntu lub patrząc na horyzoncie

Nadal mam czas, aby nauczyć się tego, co widzą i znają. Nie jest za późno. Nadal mogę nauczyć się lub odnowić niektóre, jeśli nie wszystkie, tego, co intuicyjnie zdają sobie sprawę z naszego zaangażowania w czas. Kiedy chodzić, kiedy biegać, kiedy odpoczywać, kiedy marzyć. Kiedy być czułym - częściej niż nie - i przez to, kiedy i co niebyć.

Chcę wierzyć w moją gorycz i cynizm, i moje obawy o środowisko i nadchodzące świat, przemijają w ich towarzystwie; że takie zmartwienia wypływają, jakby wracały do ​​gleby samego krajobrazu, gdzie mogłyby zostać wchłonięte przez grzechot topoli i pachnących orchidei. Prawdopodobnie tak nie jest. Ale w niektóre dni, po spędzeniu czasu w lesie z dziewczynami, tak to się dzieje. I rzadko wychodzę z takich dni bez poczucia, że ​​czegoś się nauczyłem, nawet jeśli nie jestem pewien co to jest, i chociaż czas z pewnością nie ustał, a nawet zatrzymał się, to przynajmniej nie przyspieszył w tak okropny sposób Czasami może się zdarzyć, że czas ucieka spod ciebie, jakbyś stracił oparcie na lodzie lub innej śliskiej powierzchni.

Sądzę, że lepiej być świadomym żwawości przejścia niż nie. Wszystko pójdzie szybko, w obu kierunkach. Ale jeśli zdajesz sobie sprawę z jego zwięzłości, to przynajmniej zdasz sobie sprawę z zawirowań i powolnych ruchów.

Ale moi przyjaciele, którzy zatrzymali się i odwiedzili inny wieczór, kiedy zbieraliśmy jagody, mieli rację: to będzie idź szybko, tak czy inaczej. Najlepsze, co mogę zrobić, to spróbować i nadążyć.